czwartek, 23 grudnia 2010
Wirtualne biuro

Dziś będzie trochę propagandy - Kobieta otworzyła wirtualne biuro. To takie miejsce w Warszawie, gdzie można wynając adres do rejestracji firmy, czy przenieść swój wirtualny sekretariat. Nie masz gdzie zarejestrować swojej spółki, działalności gospodarczej, czy stowarzyszenia - zadzwoń do Kobiety, a ta na pewno coś dla Ciebie znajdzie.

Generalnie biznes się rozkręca. Kobieta pozałatwiała wszystko od strony formalnej, więc klienci przechodzą do niej z innych biur, co Kobieta za każdym razem traktuje jako osobisty sukces. Generalnie się postarała i świadczy usługi na najwyższym poziomie. Zakres jest już całkiem spory, a będzie jeszcze lepiej.

Rozkręcanie własnej firmy to nie taka prosta sprawa jak się okazało. Nie obyło się bez kilku drobnych wpadek na początku, kilku wkurzających wizyt w polskich urzędach i kilku złotówek pożyczonych z wpłaty-własnej-za-mieszkanie. No może tych złotówek to nie było kilka tylko kilkanaście, no i może nie tyle złotówek co tysięcy złotych, ale kto nie ryzykuje ten nie je. Się zobaczy.

Tak czy tak, biuro działa. Co chwila pojawiają się w nim nowi lokatorzy - od mebli i segregatorów począwszy, na nowych klientach skończywszy. Brakuje jeszcze ładnych magnesów, tablicy korkowej i paru innych drobiazgów, ale bez nich jakoś przeżyjemy. To czego nam teraz najbardziej potrzeba to nowi klienci - duzio, duzio, duzio! I tabletki na chciwość też!

wtorek, 07 grudnia 2010
Matka tęskni za swoim dzieckiem!


Bardzo tęskni. Matka-wariatka oddała znów dziecko na dwa tygodnie do dziadków. W żłobie panuje epidemia rotawirusa, więc Matka-wariatka wywiozła swoje dziecko do rodziców-własnych (rodzice-obcy nie nadają się do opieki nad w/w potomstwem). Po ostatnim powrocie od dziadków dziecko przez tydzień cierpiało na syndrom-zmęczonych-nóżek objawiający się ciągłym siedzeniem na rękach u rodziców. Do cycka się samo przystawiło-ponownie po trzech niemal nieprzespanych nocach. Matka podejrzewa że miało to coś wspólnego z jej irytacją i ogólnym-podkurwieniem z powodu niewyspania-jej-własnego. Tak czy siek dzieć się uwiesił znów w nocy na cycku i dzieki temu wszyscy znów zaczęli się względnie wysypiać. Tym razem pozbawiony cycka na dwa tygodnie już go nie odzyska. Co więcej, babcia od dziś przestaje dawać dziecku w nocy ciepłe mleczko i zastępuje je wodą. Plan jest sprytny: dać w nocy wodę, nad ranem pełną butlę ciepłego mleka, dzieć wzgardzi wodą i zacznie przesypiać całe noce, a regularne pobudki co 3 godziny pójdą w niepamięć. Matce coś tam zaczyna świtać pod czupryną, że budzenie się tak dużego szkraba tak czesto w nocy nie jest tak do końca normalne. No zobaczymy. Na razie Matka jest Matką-Wyrodną i podstępem chce dziecko wytresować. Wredna taka. No i ma ogromną nadzieję, że jak tym razem przywiezie dziecko-swe do domu to będzie ono już dzieckiem odcyckowanym. Zobaczymy. Na razie Matka strasznie tęskni. Dzwoni po dwa razy dziennie, ale dzieć się chyba na nią obraził, bo nie chce nic napluć do słuchawki. No nic to. Jakoś to Matka przeżyje.

Na zakończenie Matka podzieli się swą-obserwacją-prywatną: Matki pozbawione na tydzień-dwa potomstwa wcale nie mają więcej czasu. Wręcz przeciwnie - mają go coraz mniej! Okazuje się nagle, że tyle rzeczy czekało tak długo żeby je zrobić. I łóżko czekało, żeby je w końcu obić - i teraz szczerzy się kraciastą pomarańczową paszczą. I fryzjer tyle czasu czekał, żeby do niego pójść - i taraz Matka jest brunetką. I pranie tyle czasu czekało, żeby je zrobić - i teraz kosz na brudy stoi taki-jakiś-smutnie-pusty włazience. I naczynia tyle czasu czekały, żeby je w końcu pozmywane zabrać ze zlewu - i jeszcze sobie do jutra poczekają...

czwartek, 04 listopada 2010
Jesteśmy

Kobieta-alias-Matka dawno tu nie zaglądała. Wszystko przez a-b-s-o-l-u-t-n-y brak czasu. Ale po kolei.

Zacznijmy od tego, że zaraz po zniknięciu Kobieta rzuciła pracę. W sierpniu rzuciła. Chciała poczekać z oznajmieniem tej radosnej wiadomości do ostatniego dnia roboczego, ale że serce ma mientkie, a i Szanowny-Pan-Prezes ją mocno pewnego dnia wkurzył, to mu oświadczyła, że odchodzi. Dotarło do dopiero po kilku minutach, bo przeciez sobie Szanowny-Pan-Prezes nie mógł wyobrazić sytuacji w której to ktoś odchodzi z Jego-Wspaniałej-Firmy, a nie zostaje wyrzucony. Mina Szanownego-Pana-Prezesa – bezcenna :) Kobieta zachowała się na tyle przyzwoicie, że jeszcze uczciwie popracowała przez tydzień i dopiero wtedy poszła na urlop, a szefostwo w zamian rozstało się z nią za-porozumieniem-stron. I tak zakończyła się kariera Pani-Kierownik w Firmie-Cierpienie.

Za to rozpoczęły się dla niej wakacje. Wraz z potomstwem udała się do rodziców na Mazury w celu odetchnięcia. Posiedziała trochę u rodziców po czym wróciła do Warszawy uporządkować nieco swoje porozsypywane po kątach życie.

Najpierw uporządkowała-jako-tako sprawy zawodowe. Założyła własną firmę, która powolutku się rozkręca, ale o tym może kiedy indziej. Kobieta znalazła również nową pracę w Firmie-Krzak. Pracuje już drugi miesiąc i jak na razie jest fajnie. Najgorsze były dwa pierwsze tygodnie, bo się Kobieta na obcy język przestawić musiała co sprawiało, ze po 8 godzinach szwargotania po anglijsku miała migreny z gatunku błagam-dobijcie-mnie. Na szczęście już się przyzwyczaiła.

Jeśli chodzi o potomstwo, to jego życie również wygląda diametralnie inaczej niż w lipcu. Zmian było kilka.

Przede wszystkim ma już 13 miesięcy więc już nie jest niemowlakiem tylko dzieckiem. Dziecko – to brzmi dumnie :)

Wychodował trochę nowych zębów. Obecnie ma ich 8 – po równo na dole i na górze, więc chętnie wypełnia paszczę żarciem chrupiącym. Pija wodę, gardzi sokami. Zażera się surowa papryką i kiszonymi ogórkami, a na widok malin dostaje niemal histerii i ucieka. Zamiast kaszy woli chrupki, a na widok obrzydliwego-owocowego-tranu zaczyna się ślinić.

Cztery dni przez swoimi pierwszymi urodzinami zaczął chodzić, a cztery dni po, biegać – i tak mu już zostało.

Zasób słów mu się poszerza. Obecnie nasz słownik wygląda następująco:

- tam (wraz z odmianą: tam-tam, tam!!!! i tam?) - zwykle oznacza miejsce w jakie należy dziecko zanieść/podnieść/przełożyć

- bam – upadłem/ uderzyłem się/cos mi upadło lub usłyszałem stuknięcie/hałas/zgrzyt

- bam-bam – zegar

- baba – babcia

- tu – tutaj, tak, ok, ja jestem Staś

- papa – dobranoc, dowidzenia, standardowe pa-pa

Poza tym nauczył się pokazywać sporo fajnych rzeczy.

Pokazuje paluszkiem na drugą dłoń gdy jest głodny i chce kaszę – bo przecież tam sroczka kaszkę warzyła. Macha w górze łapkami na koniec opowiadania pokazując jak sroczka odleciała.

Zapytany czy jedzenie było dobre – klepie się po brzuszku.

Klaszcze jak mu się coś podoba.

Puka się paluszkiem w czoło jak słyszy że jest głupiutki, albo „no co Ty wyprawiasz, puknij się w głowę, tak nie wolno”.

Rozkłada ręce jak czegoś nie ma.

Gdy tylko usłyszy skoczną muzykę to tańczy.

We wrześniu Staś miał zapalenie płuc. Wizyta u Teściów na Śląsku i przypadkowa wizyta z Młodym u lekarza (Matka zapomniała z domu lekarstw i potrzebowała recepty). Od razu chcieli Stasia zatrzymać w szpitalu, ale Matka stanowczo się nie zgodziła. Podpisała oświadczenie, że natychmiast przewiezie go do szpitala w Warszawie. Długa podróż w środku nocy, szpital dziecięcy w stolicy. Okazało się, że Mały jest w tak dobrym stanie ogólnym, że można go leczyc w domu, tylko nie można wychodzić na podwórko.

Po miesiącu ze Matką, babciami i opiekunką wrócił do żłobka i po tygodniu znów zachorował. Tym razem to tylko katar, ale i tak nie poszedł w tym tygodniu do żłobka.

Tak właśnie dochodzimy do obecnego tygodnia. Poniedziałek był wolny. Matka miała nadzieję, że we wtorek Staś pójdzie znów do żłobka, ale ze względu na jego kiepski stan (katar, kaszel) musiała wraz z Małżem znaleźć mu inna opiekę. Późnym popołudniem zapadła decyzja – Młody jedzie do dziadków na Mazury. Matka spakowała Młodzież, pojechała razem z Małżem na Mazury, zostawiła dziecko dziadkom i wróciła do Warszawy. To już trzeci dzień. Matka strasznie tęskni, cycki niedługo jej pękną (ściąga tylko troszkę mleka, żeby przeżyć), ale Młody podobno całkiem nieźle to znosi. Tym sposobem został odstawiony od cycka – brutalnie. Teraz Matka musi się mocno zmobilizować, żeby mu nie dać cycka jak go w piątek zobaczy. Ma tylko nadzieję, ze z tej całej sytuacji wyniknie sporo dobrego. Może Młody zacznie w końcu przesypiać noce zamiast budzić się regularnie co 3 godziny na cycka. Się-okaże.

Na razie tyle nowości. Matka-alias-Kobieta ma nadzieję, że teraz już częściej znajdzie kilka minut żeby napisać jakiś apdejcik.

piątek, 30 lipca 2010
Dziura

Dnia pewnego w niedalekiej przeszłości pomykała sobie Kobieta do pracy jak to zwykła czynić w dni robocze, aż tu nagle, zupełnie niespodziewanie, przed jej kołami ukazała się wielka dziura. Co tam dziura, czeluść-normalnie-jakaś! Oczywiście Kobieta odbiła zbyt późno i we wspomnianą czeluść częściowo wjechała. Wydawać by się mogło, że również nadmierna prędkość miała w tym jakiś udział, ale to tylko pozory. Gdzieś w zakamarkach świadomości zatrybiło i Kobiecie przypomniał się zatrwożony wzrok mechanika zmieniającego opony i jego prośba aby "coś zrobić z tymi kwadratowymi felgami". Felgi jak wszyscy wiemy są okrągłe, więc Kobieta obiecała coś zrobić, zapominając o tym już przy kolejnym zdaniu. W końcu jednak nadszedł moment aby zrobić to nieokreślone-coś. Z braku lepszych pomysłów (i funduszy na nowe felgi) Kobieta postanowiła ograniczyć się na chwilę obecną do nie-wjeżdżania w dziury. Trudne zadanie na polskich drogach, gdzie dziury wyrastają jak grzyby po deszczu, ale Kobieta bardzo sie starała.

Tu akcja przenosi się w teraźniejszość. Jedzie sobie Kobieta w poniedziałek do pracy swoją codzienną trasą. Mija sobie spokojnie różnorakie wgłębienia, dziury i dziurzyska. Po pewnym czasie zaczyna zbliżać się do miejsca gdzie zionie czychająca na jej jeszcze-za-mało-kwadratowe-felgi dziura. Spokojnie z wyprzedzeniem zjeżdza sobie Kobieta do lewej krawędzi pasa i zaczyna wypatrywać otchłani która powinna lada moment przemknąć pomiędzy jej kołami. Wypatruje, wypatruje i nic! Nieco zdziwiona i zaskoczona jedzie dalej. Jedzie i jedzie i nie wpada w kolejne dziury i nic nie trzęsie i jedzie i jedzie. Studzienki kanalizacyjne zamiast czyhać na samochody w losowo wybranych miejscach na jezdni, jakieś takie dziś grzeczne i ustawiły sie w jednym rządku. EUREKA! Podstępne drogowce położyły nowy asfalt jak Kobieta była na Mazurach! No taka miła niespodzianka od poniedziałku i to od drogowców. Normalnie zarobili sobie u Kobiety wielkiego plusa. Nawet dwa!

Kilka godzin póżniej Kobieta wracając z pracy odkryła, że pas wprowadzający na trasę skrócił się z dwustu do czterech metrów za sprawą otchłani która pochłonęła połowę szerokości nowiutkiego pasa. Da się obok przejechać, ale włączenie się do szybkiego ruchu gdy zaczynamy od prędkości 0km/h sprawia większości kierowców spory problem i jest powodem tworzenia się długaśnego ogonka samochodów. Obstawiona ślicznie pachołkami i barierkami otchłań wciąż nie zniknęła i to niestety niweluje wszystkie dodatnie punkty jakie drogowcy zdobyli za nowy asfalt. No cóż - równowaga w przyrodzie i te sprawy. Bilans musi wyjść na zero :/

poniedziałek, 12 lipca 2010
Gorąco to było dziesięć stopni temu!

W cieniu od 9:00 rano jest trzydzieści-sopni-celsjusza. Matka boi się myśleć ile jest w słońcu. W domu-dziadków okna dachowe dają efekt szklarni więc do pokoi na piętrze wejść się nie da. Młody zasuwa na golasa lub w samej pieluszce, a i tak jest obsypany potówkami jak malutki muchomorek. Matka pryska go blokerem i moczy w nazwijmy-to-baseniku-ogrodowym na zmianę z podtykaniem butelki z wodą pod nos. Na szczęście Dzieć z okazji upałów nauczył się pić z silikonowego niekapka, więc chociaż problem niechybnego-odwodnienia się oddalił. Na domiar złego komary postanowiły oszaleć i atakują przez cały dzień jak tylko człowiek znajdzie się w cieniu. Na słońcu atakują dla odmiany promienie słoneczne i ślepaki. Matka próbuje się nauczyć oddychać w taką duchotę, ale coś jej kiepsko wychodzi. Jutro ma być burza. Dziś jest po-dwudziestej-trzeciej i ciągle jest gorąc. Dzieć niedwno zasnął więc Matka spróbuje iść w jego ślady i będzie zaklinać w myślach pogodę, aby się zlitowała i nieco przykręciła ogrzewanie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19